piątek, 28 sierpnia 2015

Miłość zapomniana

     Uczucie przychodzi samo z siebie, nie ważne w którą stronę podążamy, za którym rogiem ulicy się znajdziemy. Magia miłości nie opiera się tylko na drogich prezentach, spontanicznych spotkaniach, czy także uczciwych spojrzeniach dwóch serc.
    Miłość jest przebudzeniem, które utrzymuje wartości w równym pionie, to takie lustro bez większych kompleksów, obfity strumień wody w upalne dni oraz pocałunek nad rozpiętym płaszczem nocy. Opieramy nogę raz lewą, raz prawą na spierzchniętej ziemi, by spojrzeć oczami niemowlęcia. Dlaczego miłości nie przyrównujemy do zjawisk atmosferycznych? Może, kiedyś będzie słońcem lub gradem, nad świtem naszego, duchownego okna domu. Czemu strzały Amora, obsesyjne szczęście miłosnych amuletów, nazywane jest prawdziwą miłością? Chcielibyśmy, aby uwielbienie było prostym krokiem ku radości a w rzeczywistości jest gorzkim posmakiem cierpienia. Zostajemy sami, jak opuszczona kamienica, skłonni do zdrady, zemsty na oczach królowej serca. W tym miejscu zanika czułość, rozdarta intensywność nie pozwala nam wrócić do rzeczywistości, szukamy tanich rozwiązań lub gubimy się w labiryncie prawd. Zielony w tamtej chwili nie określa nadziei. Miłość jest szczęściem w ustach Boga, jeśli dobrze zaobserwujemy daną nam połowę, możemy odkryć sens z nadchodzących chwil życia. Pożądanie nie posiada odkrycia egzystencjalnych słów, możemy przytulnie kochać drugą osobę albo miłować jej serce, takim jakim zostało wyrzeźbione. Paulo Coelho, powiedział kiedyś takie słowa: " Ani czas, ani mądrość nie zmieniają człowieka - bo odmienić istotę ludzką zdolna jest wyłącznie miłość". Mądrość to cecha umiarkowanej miłości spełnionej. Krzyk wywołany w duszy człowieka, umacnia nas do podejmowania poważnych decyzji, takich jak zaręczyny czy także małżeństwo. Dar miłości to nie tylko dowód na chęć bycia z daną osobą do końca wspólnych dni. lecz kochania jej za to kim jest a nie kim mogłaby się stać.
      Ilekroć zamkniemy swoje powieki, możemy dostrzec obraz, którego nie zauważmy w dzisiejszym świecie. Współczesna miłość opiera się na zapomnianej mgle, która ulatuje razem z aniołami, tam gdzie uczucia przeklinają zło...

Emma Lińska

Ps. Drodzy czytelnicy bardzo proszę o skomentowanie postu, jeśli to możliwe, chciałabym wiedzieć co o tym sądzicie. W niedługim czasie ukaże się post jednakże nie wiem o czym wolelibyście poczytać o miłości toksycznej, którą sama doświadczyłam czy o teraźniejszej mojej miłości, która zmienia moje życie? A może oba? Napiszcie w komentarzach będę wiedziała czym się kierować i oczywiście będę wdzięczna. Moja powiększona źrenica po badaniu okulistyczny xd.


wtorek, 18 sierpnia 2015

Nie martwić się o ciebie, to jak nie kochać słońca...

Wczoraj było inaczej, ponieważ Cię nie znałam, myślałam o codzienności wbijając wzrok w niebo. Poznałam prawdę bo dzisiaj otrzymałam ślad twojego szczęścia, stałam się inna przy zaćmionym rytuale. Miłość stawia nam wyzwania, doprowadza do szału tęsknotę, utrudnia falą spojrzeń-pomówienia. Uznajesz uczucia za chwilowy cień, chociaż twoje życie uważa inaczej. Boisz się poddać więc czekasz na kolejną wskazówkę. A co jeśli nie przybędzie? Nie martw się następny dzień objawi nowe słowa. Za co tak naprawdę kochamy? Chyba nie tylko przez zapach dłoni? Kradzież gwiazd nie zmieni miłości. Kochać to znaczy być pomimo samotności i strachu o przyszłą noc. Trudno jest zapomnieć w ciszy księżyca. Posłuchaj ile mam Ci do powiedzenia, jak wiele chcę przekazać, przecież nie zdążyłam jeszcze podziękować. Wystarczy tylko słuchać, aby dostrzec drugiego człowieka. Dałeś mi więcej niż przypuszczało otoczenie, ono bezmyślnie czeka na koniec a to dopiero połowa jedności. Zaczarujmy tęcze, abyśmy po jej schodach mogli przejść na drugą stronę. Szept codzienności, rozpoznaje sekundy na zegarze, to za nimi powinniśmy podążyć. Miłość w moich oczach nie zgaśnie a w ustach Boga, otwiera drzwi do raju spełnionych oczekiwań...


^^Drodzy czytelnicy pamiętajcie, miłość przychodzi nie spodziewanie, to taka kinder niespodzianka dla każdego z nas, ja jestem na etapie poznawania mojej szczerej miłości od wewnątrz <3 Jeśli jeszcze do was miłość nie zapukała to znaczy, że zbliża się małymi kroczkami, żeby bardzo was zaskoczyć. Wszystko potrzebuje czasu <3 Kocham was i dziękuje, że jesteście...


Ps. Dedykacja dla ludzi kierujących się miłością i dla mojego misiaczka <3 Dziękuje Ci za wszystkie spędzone chwile razem, za to, że w każdej sytuacji mogę na ciebie liczyć. Bardzo Cię Kocham <3

niedziela, 12 lipca 2015

I znowu to samo...

I znowu będę się powtarzać, przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale ostatnie miesiące mojego życia były tak zwariowane, że nie miałam czasu na większe udziały tutaj na naszym blogu. Dziękuje wam kochani, że pomimo mojej nie aktywności, byliście tutaj, serdecznie wam za to dziękuje. Teraz wakacje więc postaram się o dodawanie większej ilości postów. Nie wiem o czym pisać, ale może zacznę od początku, wte wakacje bardzo się nudzę, chociaż na początku sierpnia jadę do Zakopanego, więc z tej podróży zdam wam relacje na pewno. Dostałam się do wymarzonego liceum na profil dziennikarski, ponieważ w przyszłości swoje życie wiązać chce z dziennikarstwem. Nie wiem co pisać więc kończę, podzielcie się w komentarzach jak wam mijają wakacje? Może podzielicie się wrażeniami z podróży. Kocham was i dziękuje, że jesteście!!
Ps. A to moje zdjęcie z triadą <3


piątek, 8 maja 2015

Dziennik udręczonej :)

Cześć!
Przepraszam was kochani, za to, że nie spełniłam mojej ostatniej obietnicy, miałam dodać już czwartą część "Dziennika udręczonej", jednak ostatnio naprawdę z niczym się nie wyrabiam. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieje, że mi wybaczycie. Dodaje kolejną część teraz, jeśli wam się spodoba lub wam nie przypadnie do gustu, to po prostu piszcie w komentarzach, bardzo was proszę, komentarze są motywujące, możecie także zadawać mi pytania na które na pewno odpowiem odnośnie wszystkiego.
Zapraszam do miłej lektury!
" Dziennik udręczonej"
Część IV

Wszystko stawało się takie trudne, bez kolorów na przyszłe dni. Nie miałam siły z tym wszystkim walczyć, więc po prostu zamykałam się w swoim pokoju i malowałam. Nawet moje obrazy wydawały się posępne, jakby chciały uciec z płótna i powiedzieć mi, że mają dość mojej ponurej twarzy, ukrytego smutku w oczach. Wiedziałam w tamtym momencie, że powinnam wziąć się w garść, ale tak naprawdę po co? Nie miałam nikogo z kim mogłabym tak szczerze porozmawiać, nikogo nie obchodziło co tak naprawdę czuje. Mama starała się ze mną nie rozmawiać, co stawało się bolesne a Marca sama wolałam unikać. Bałam się go, patrzył na mnie jak na kolejną zdobycz, jakby planował mnie skrzywdzić, tylko nie miał dotychczas planu,  jak powinien to wykonać i kiedy zaatakować. Czułam się jak ptak w klatce, nie mogący się rozwijać. W szkole nie było wcale lepiej, chociaż wolałam widzieć twarze, które bez sztucznych uprzejmości, wyrażały nie chęć do mnie. Nie którzy powiedzieliby, że jeśli moje życie nie ma tak naprawdę sensu, to powinnam popełnić samobójstwo, ale chciałam żyć, jakaś część mnie nie pozwalała mi odejść, przegrać bitwy: " Ja i reszta świata". Martwiłam się tym, że tam po drugiej stronie rzeczywistości, nie byłoby wcale lepiej, a może nawet gorzej? Najważniejsze dla mnie w tamtych chwilach było, stoczenie walki o każdy kolejny, przyzwoity dzień życia. Nie mogłam się poddać, chciałam za wszelką cenę żyć, pokazywać światu, że po prostu można dotknąć gwiazd i marzeń, które powinny nas utrzymywać w mądrości naszych serc. Za dwa tygodnie moje urodziny, chciałabym spędzić je z mamą i tatą, jak to było za dawnych czasów: Mama zawsze urządzała przyjęcie niespodziankę, mogłam z uśmiechem na twarzy, wypowiadać prośby odnośnie marzeń, przy zdmuchiwanych świeczkach. Tata upamiętniał to wydarzenie, wręczając mi drobny upominek i nagrywając całą uroczystość na pamiątkę. Czasami zastanawiałam się, czy przewidział swoją śmierć i może z tego powodu, chciał zostawić po sobie jakiekolwiek wspomnienia? Mając naprawdę złe dni, siadałam przed laptopem, włączałam nagranie i wspominałam lata, w których moja egzystencja miała nie przeciętny sens także dla innych....


Ps, Z dedykacją dla wiernych czytelników, kocham was <3 Małgosia.

sobota, 25 kwietnia 2015

Nie po naszej myśli...

Cześć kochani!
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale w tym tygodniu miałam egzaminy gimnazjalne a ostatnio na nic nie mam czasu, dużo nauki jednakże teraz powracam i obiecuje, że w następną niedziele dodam kolejną część: "Dziennika udręczonej", mam nadzieje, że tą długą nieobecność mi wybaczycie. Dziękuje za wyrozumiałość...
Dzisiaj opowiem trochę o trudzie, który wykonujemy, aby rzecz dla nas nie osiągalna się udała, jednakże efekt końcowy jest nie taki jaki chcielibyśmy ujrzeć...
Jestem humanistką i z przedmiotami ścisłymi mam duży problem, dlatego bardzo obawiałam się egzaminów gimnazjalnych z części ścisłej, najbardziej matematyki. Dużo wcześniej zaczęłam rozwiązywać testy z matematyki z poprzednich lat, chodziłam na korepetycje, a efekt końcowy będzie niestety nie taki jak sobie wymarzyłam. Dużo z nas ma cele, do których chce dotrzeć, wielu z nas marzy o lepszym jutrze i chociaż starania nie przynoszą tego o czym marzymy nie możemy nigdy się podawać. Pamiętajcie, człowiek nie może być dobry ze wszystkiego, jednakże wiarą możemy zdobyć więcej niż przypuszczamy. Nie dawno miałam lekcje Wiedzy o Społeczeństwie na, której mówiliśmy o wyborze zawodu, oglądając film stwierdziłam, że mam duszę artysty- no bo przecież cały czas coś pisze, dużo śpiewam nic innego oprócz tego nie umiem robić a tylko to sprawia, że czuje się szczęśliwa ( Zapomniała bym o najważniejszym ukochany zespół 30 Seconds To Mars <3), moje koleżanki po tych słowach, zaczęły się ze mnie śmiać i mówić:" Przecież ty nie umiesz malować, a pisać każdy może". Drodzy moi wiem, że wielu z was słyszy często takie słowa, załamujecie się, czasami nie, ale chce przekazać wam jedno, nie ważne co usłyszycie na swój temat, na temat tego co kochacie najbardziej w życiu, róbcie w życiu to co przynosi wam jedynie radość, nie zadręczajcie się opiniami innych i spełniajcie marzenia, bo życie jest jedno, małe, nie wiadomo kiedy może się skończyć...


Ps. Mam nadzieje, że długa nie obecność zostanie mi wybaczona. Przepraszam was bardzo moi drodzy czytelnicy, kocham was. Tak jak mówiłam: " Dziennik udręczonej", ukaże się w następną niedziele. Do zobaczenia, ten post jest z specjalną dedykacją dla was kochani <3

sobota, 4 kwietnia 2015

Może życzenia?..

Kochani na te zbliżające się święta Wielkanoce, życzę wam dużo radości z nadchodzących chwil w naszym życiu, spełnienia marzeń bo to jedna z rzeczy, do której dążymy, wielu ciepłych dni w gronie najbliższych, mokrego-marsowego dyngusa i wszystkiego co sobie życzycie. Kocham was, dziękuje za to, że jesteście, że wspieracie naszego Bloga bo to najważniejsze... Dobrze, że jesteście.
Nie umiem składać życzeń za co przepraszam, dlatego teraz zrobię kopiuj, i wklej xD, żeby te życzenia na dole były całością:

Cukrowy baranek ma złociste różki 
pilnuje pisanek na łączce z rzeżuszki. 
A gdy nikt nie patrzy, chorągiewką buja i cichutko beczy Święte Alleluja.

sobota, 21 marca 2015

Dziennik udręczonej - część trzecia :)

Witam, dziś kolejna cześć dziennika udręczonej, mam nadzieje, że ten dziennik aż tak bardzo was nie nudzi haha, bardzo was kocham i dziękuje za obecność <3

"Dziennik udręczonej"
Część III

Bałam się, że gdy umrę nie będę mogła rysować ani słuchać muzyki swojego życia. Moje istnienie uważałam za coś trudnego i nie do zniesienia, wszystko czego się chwytałam - rozpadało się na milion, drobnych kawałeczków. Zastanawiałam się z jakiej przyczyny miałam aż tak duży mętlik w głowie. Może to z powodu iż nie miałam ojca a mama wychowywała mnie sama już przez siedem lat. Mój tata zmarł jak miałam dziewięć lat - to był jeden z najgorszych dni w życiu mojej mamy a także upadek dzieciństwa, które do tamtego czasu było jak z bajki. Mama po śmierci taty kompletnie się załamała, nie miała siły żyć dalej, co raz częściej "zaglądała do kieliszka". Babcia widząc naszą trudną sytuacje, zabrała mnie do siebie, przez rok mieszkałam z dziadkami. Bardzo tęskniłam za mamą, codziennie myślałam o tacie, nie mogłam w żaden możliwy sposób pogodzić się z jego stratą, chodziłam jak obłąkana przez pierwsze kilka miesięcy i w tedy zaczęłam malować anioły, to pomagało mi zapomnieć o szarej rzeczywistości. Mama przeszła terapię, wyleczyła się z alkoholizmu i wzięła się w garść. Uczęszczała do grupy wsparcia, dla ludzi po ciężkich przejściach, właśnie tam poznała Marca, po jakimś czasie okazało się, że są razem, nigdy go nie zaakceptowałam, nie chciałam, aby zastępował mi ojca, przypominał mi człowieka z mroczną przeszłością - dziwne spojrzenia, wiele tatuaży. Nie wydawał mi się odpowiednim kandydatem na partnera dla mojej mamy, dlatego w podświadomości uważałam, że mama wychowywała mnie sama. Marc był "śliskim facetem", udawał tylko mojego opiekuna a tak naprawdę nie interesował się moim losem. Często starałam się rozmawiać z mamą na jego temat, jednak ona nie dawała sobie wytłumaczyć, kim tak naprawdę może być jej partner. Zawsze każda rozmowa o nim kończyła się kłótnią a gdy słyszał te spięcia Marc, strasznym krzykiem wysyłał mnie do swojego pokoju, powtarzając te same słowa:" Smarkulo, co ty o mnie wiesz, nigdy nie osiągniesz niczego konkretnego w życiu, jesteś nie potrzebna!". Te słowa były prostym ciosem w głąb serca, jednak najgorsze co mnie bolało, to obojętność matki. Nigdy nie protestowała, zawsze traktowała Marca jak człowieka, którego każdy powinien podziwiać, może po prostu bała się samotności. Miałam dość życia, dość Marca i rzygałam każdą nową myślą w mojej głowie...


Ps, Proszę o opinię to dla mnie bardzo ważne.., <3 Małgosia

niedziela, 15 marca 2015

Dziennik udręczonej :)

Witam wszystkich, dziś kolejna część "Dziennika udręczonej" mam nadzieje, że wam się spodoba. Pozdrawiam wszystkich i dziękuje za to, że jesteście <3 Kocham was <3

"Dziennik udręczonej"
Część II

We wrześniu 2013 roku, wstąpiłam do pierwszej klasy liceum. Od samego początku nie mogłam zawrzeć żadnej sensownej znajomości. Inni uważali mnie za "dziwadło", tak mieli racje, różniłam się od nich diametralnie, wszędzie chodziłam z blokiem rysunkowym i ołówkiem, w słuchawkach leciała
"ostra muzyka" a ja czułam się wolna. Nie przeszkadzało mi to jak chodzę ubrana - mogły być to podarte jeansy, lekko przybrudzona koszulka, dla mnie w tamtych sekundach życia liczyło się przebywanie  z melodią oraz malowanie własnych prawd. Jestem bardzo wrażliwą osobą i tylko jedna rzecz w tamtym momencie, wyprowadzała mnie z stanu szczęścia - niszczenie moich rysunków przez rówieśników. Szłam zawsze ulicą Rosaline, to była aleja sąsiadująca z szkołą, codziennie napotykałam się tam na chłopaków z równoległej klasy, do tej pory słyszę w głowie ich śmiechy, kiedy wyśmiewali moje prace:
- Ej Maggie i jak tam twoje anioły?
- Nie odezwiesz się?
- Maggie nie bądź taka! Pokaż nam te anioły, zobaczymy czy umieją latać!
Najczęściej po tych słowach, zabierali mi plecak, wyrzucali całą zawartość, rozrywając moje obrazki i mówiąc przy tym drwiącym głosem:
- Oj Maggie, Maggie - uskrzydliła byś w końcu te anioły, bo nie radzą sobie w życiu hahaha.
Codziennie malowałam anioły i codziennie je traciłam.
Na początku nie przejmowałam się aż tak bardzo wszystkimi drwinami, problemami w szkole, ale gdy odkryłam, że jestem całkiem sama i tak naprawdę nie mam nikogo przy sobie, zaczęłam się okaleczać i chociaż teraz uważam to za absurd, w przeszłości było to najlepsze rozwiązanie na udrękę. Kiedyś świat traktowałam jako bezcen, nie potrzebną " jednostkę człowieka", uważałam siebie za kogoś nie potrzebnego i tylko moje ukochane pasje trzymały mnie przy życiu...


niedziela, 8 marca 2015

Coś nowego, może świeżego?...

Cześć wszystkim, dziś coś nowego - będzie to mianowicie cykl postów pt:. "Dziennik udręczonej", pisany "moją ręką". stworzyłam go specjalnie na potrzeby bloga i mam nadzieje, że wam się spodoba, bardzo proszę o komentarze, lub maile, które są mobilizacją dla mnie do tworzenia naszego bloga, kocham was i proszę nawet o słowo krytyki, jeśli będziecie uważali, że na to zasługuje <3

"Dziennik udręczonej"
Część I
Siedziałam przy umywalce w łazience. Nieustający ból głowy i kapanie wody z kranu, nie dawało mi spokoju. Wciąż myślałam o wydarzeniach mijających tygodni, miałam dość swojego dotychczasowego życia- myśląc o tym, zdawałam sobie sprawę, że nie byłoby mi trudno ze sobą skończyć, przecież zawsze w lewej kieszeni, mojej ukochanej, skórzanej kurtki, nosiłam żyletkę i pudełko z lekami przeciwbólowymi. Kiedyś moja mama, przypadkowo natknęła się na rzeczy "łatwej zbrodni"- tak mówiłam na przedmioty z lewej kieszeni mojego okrycia. Oczywiście mama, jak zawsze stanowczym głosem przeprowadziła przesłuchanie. Tylko czemu zawsze ja musiałam być wypytywana, a nie na przykład mama? Tak naprawdę żyletka to jedna z ukochanych "przyjaciółek"- jest wierna, pomocna. Czego chcieć więcej, przecież to tylko przedmiot. Przejdźmy do następnego atrybutu- tabletki przeciwbólowe, od jedenastego roku życia, nie rozstaję się z nimi, można by powiedzieć, że to moja, "rodzona siostra". Mam częste migreny co sprowadza do silnych bóli głowy, jeździłam do wielu specjalistów, ale żaden z nich nie odkrył co tak naprawdę mi dolega. Aktualnie moje leczenie prowadzi doktor Eade, jest bardzo miła, chociaż jej krzaczaste brwi bardzo mnie rozbawiają i na każdej wizycie, muszę się powstrzymywać, aby nie parsknąć śmiechem. W ostatnim czasie pani Eade, zaczęła coś podejrzewać a ja sama nie mam pomysłu, jak temu zapobiec. Nie powiedziałam najważniejszego- po co stworzyłam ten dziennik? Chciałam przekazać sytuacje, którą przeżyłam rok temu. Ludzie mówią mi, że jestem silna, pokazuje "szczęśliwą twarz" Maggie, lecz nikt oprócz Shannona nie wiedział co tak naprawdę dzieje się w mojej głowie...


Ps. Proszę o komentarze lub e-maile jeszcze raz, kocham was <3 Małgosia
E-mail: malczaja99@wp.pl
Zastrzeżone prawa autorskie <3 

niedziela, 1 marca 2015

Poszukuje-odpowiadam :)

Wierność jest rozwagą ludzkiej natury, uczestnicząc w życiu doczesnym z sekundy na sekundę brakuje nam szczęścia, ulatuje ono w porównywaniu z poranną mgłą. Emma Lińska w swoim wierszu napisała kiedyś tak: "Ziemia to taka duża firanka tylko, że nie biała..." Uważamy się za katolików a czyż nie jest tak, że Bóg gości w naszym sercu tylko w niedziele- uważamy się za silnych, choć w rzeczywistości jesteśmy kruchymi istotami, którzy bez wsparcia najbliższych i wszechmogącego nie dajemy sobie rady z najprostszymi problemami a także obowiązkami. Może to co wam mówię, wyda wam się błahe i niezależne, ale wiem, że w chwilach, w których potrzebowałam czyjegoś wsparcia a nie było nikogo obok mnie, był w sercu Jezus, on zawsze jest tylko my go wypychamy, zostawiamy na później jak misia do którego możemy się przytulić. Proszę was zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy nad prawdziwym sensem istnienia <3 Dziękuje wam, za to, że jesteście ze mną, za tydzień będzie nowy cykl postów do którego zapraszam serdecznie, będzie to coś nowego, przekonacie się sami, mam nadzieje, że wam się spodoba. Kocham was i życzę udanego tygodnia <3 Małgosia



Ps. Przepraszam za krótkość postu <3 

poniedziałek, 23 lutego 2015

Styl nietolerancji :(

Witam, przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale grypa mnie dopadła i nie miałam siły pisać. Kocham was najmocniej na świecie i dziękuje, że jesteście razem ze mną <3 Dziś w poście o stylach jakim jest emo, punk itd. sama chodzę w glanach i słucham mocnego brzemienia a wiem jak trudno jest chodzić po ulicach w tym co się kocha.. Zapraszam do przeczytania!

Od jakiegoś półtora roku, zakochałam się bardziej w rocku, chodzę w glanach bo kocham te buty najbardziej na świecie, ubieram czarne ubrania najczęściej jak to możliwe, wiem, niestety, że ludzie w Polsce są mało tolerancyjni i nie akceptują ludzi o odmiennym stylu życia, ubierania się. Kocham punk, ludzi emo, przecież najważniejsze jest bycie sobą, nie ważne czego słuchasz, jak się ubierasz, poczuj się wolny, kochaj to co nosisz, robisz i nie przejmuj się opiniami innych. Zawsze wiedziałam, że bycie sobą w życiu jest czymś w rodzaju wolności, ludzie dziwnie na mnie patrzą w szkole, na ulicy, ale przecież to nie jest ważne... Podam może parę przykładów z mojego życia, gdy ubierałam się cały czas na czarno przez jakiś czas, pani od historii, pytała się mnie czy mam żałobę- oczywiście odpowiadałam, że nie mam a ona takim dziwnym wzrokiem patrzyła na mnie, zadając sobie pytanie w głowie ( To czemu to dziecko, chodzi na czarno ubrane? ) Nie rozumiem sytuacji w której idę sobie w glanach ulicą a ktoś mi mówi, że jestem EMO to dla mnie jest zabawna sytuacja. Chciałabym wam drodzy kochani przekazać, najbardziej dla osób, które się odróżniają ( to jest cudowne), nigdy nie myślcie, że jesteście gorsi, słuchanie prawdziwej muzyki- pokazuje nam prawdziwe oblicze szczęścia i wolności, gdy mówi ci np. mama, że chciałaby, żebyś była normalna, ubierała się jak ta dziewczyna za rogiem ulicy, powiedz jej, że bycie sobą jest najlepszym dowodem na zarys spełnionego człowieka. Glany, kolczyki w miejscach dziwnych dla neutralnych ludzi, czarne ubrania, irokezy, kolorowe włosy, muzyka w słuchawkach określana mianem "darcia ryja"- to wszystko tworzy piękną historię nigdy nie zapominajcie o swoim przekazie, o punkowej opowieści, to my- prawdziwi, jakim chciał nas Bóg na tym świecie, proszę was nie zmieniajcie się <3




Nasze ukochane glany moje i Gerarda
pamiętasz wyjazd do Warszawy <3 
Kocham cię <3

Wyglądajmy jak wolność...
Bądźmy sobą i nie bójmy się co powiedzą inni...

sobota, 14 lutego 2015

Podsumowanie, opowiadanie, zakochanie się...


    



Witam, dziś walentynki, a ja cały dzień leże na kanapie, przykryta kocem i obcująca z przeziębieniem, nie wiem czemu, ale co rok gdy wybija 14 lutego mam doła jak stąd do wieczności, czy niektórzy z was też tak mają? Zastanawiam się czemu walentynki mnie dobijają, chociaż lubię dostawać kartki walentynkowe xD i wspaniałe wiadomości, ale to chyba na tyle haha <3 Mam nadzieje, że wasz dzisiejszy dzień minął lepiej od mojego, bo mój to było tylko: książka, komputer, telewizor i tak na okrągło nudy i jeszcze raz nudy. Chociaż wierze w prawdziwą miłość i wiem, że dar miłości to najważniejsza rzecz jakim mógłby nas obdarzyć Bóg, to do walentynek nie mam radosnego nastawienia, co rok jestem sama, co rok siedzę w domu i co rok obżeram się słodyczami jak głupia ( przepraszam w tym roku zjadłam tylko cztery galaretki bo nic nie ma w domu xD ) tak jak mówiłam mam nadzieje, że wy nie macie takiej chandry jak jak, spędzacie miło czas z swoimi ukochanymi serduszkami <3 Życzę wam wszystkiego najlepszego na ten kończący się dzień miłości, spełniajcie swoje marzenia, kochajcie całym sercem a nawet dwoma, codziennie wyznawajcie  miłość i traktujcie każdy dzień w roku jak dzień Świętego Walentego. Kocham was i dziękuje, za wszystkie przeczytane waszymi oczkami, nasze posty <3 Gdyby nie wy ten blog nie miałby sensu istnienia <3

Ps. Nigdy gdy macie doła nie oglądajcie filmu, który jeszcze bardziej dołuje haha tak jak ja          dzisiaj.

piątek, 6 lutego 2015

Spełnione marzenia, Gerard Way i Warszawa...

Zapraszam was do przeczytania recenzji z koncertu na którym byłam razem z swoją koleżanką Patrycją <3 : 

Na wstępie chciałam powiedzieć, że koncert odbył się w Warszawie 30 stycznia 2015 roku w klubie Palladium i oczywiście impreza muzyczna dotyczyła Gerarda Waya- amerykańskiego wokalisty dawnej rockowej grupy My Chemical Romance a teraz indywidualnego, niezależnego muzyka, który w 2014 roku wydał album pt.: Hesitant Alien. Od nie całego roku słucham Gerarda i MCR chociaż bardzo dużo im zawdzięczam, wiec gdy dowiedziałam się, że moja koleżanka a zarazem fanka Gerarda jedzie na koncert pomyślałam sobie: " A czemu by nie pojechać z nią". Kupiłam bilet w Empiku już na początku grudnia i od tamtego dnia wyczekiwałam wspaniałego, styczniowego dnia. Nadszedł długo wyczekiwany dzień a wszystko potoczyło się dokładnie tak:
Wstałam o godzinie 7.00 chociaż budzik dzwonił już o 6.30, ale z powodu iż kocham spać i nie chciało mi się wstawać przysnęłam jeszcze na pół godziny :), następnie wstałam spakowałam się i pojechałam na autobus do Chmielnika. Bus przyjechał o godzinie 9.54 wsiedliśmy do niego, razem ze mną i moją koleżanką, jechał jeszcze Patrycji tata, którego bardzo lubię <3 Dojechaliśmy na miejsce o godzinie 14.40 ponieważ, mieliśmy godzinę opóźnienia z powodu ewidencji służb nawet nie wiem jakich xD, w autobusie rozmawialiśmy z Gerardem ( bo tak mówię na swoją koleżankę), śmieliśmy się z różnych rzeczy ja trochę czytałam książkę: "Cień anioła" i jakoś czas upłynął. Gdy dojechaliśmy na miejsce, przeszliśmy koło Pałacu Kultury i Nauki, potem prosto uliczką i byliśmy już na miejscu, sama się zdziwiłam, że jest tak niedaleko. Dochodząc pod klub przeraziłam się ponieważ, czekało już z 200 osób, więc nie zastanawiając się długo poszliśmy jeszcze do łazienki i od razu zajęliśmy sobie miejsca. Ludzie stali tam od rana w foliach termicznych ponieważ było zimno, ale atmosfera zbliżającego się koncertu ogrzewała nasze serca. Od czasu do czasu zmienialiśmy się z tatą Gerarda a my wtedy spacerowaliśmy niedaleko klubu, śpiewaliśmy piosenki na cały głos, chociaż ludzie patrzyli się na nas jak na ludzi z psychiatryka, ale nam to w ogóle nie przeszkadzało :). Przed nami w kolejce stały Rosjanki, które serdecznie pozdrawiam <3. O godzinie 19.00 zaczęli nas wpuszczać, oczywiście Polskie bydło pchało się jakby brakowało miejsce na sali, żeby było szybciej zaczęłam rozbierać się na zewnątrz. Wchodząc do środka ochrona sprawdzała plecaki i kazali wyrzucać każde znajdujące się jedzenie, oczywiście mój mały móżdżek wyrzucił prawie wszystkie soczki i nie miałam co pić a mogłam je zostawić bo później już nie sprawdzali. Gdy weszliśmy do sali oczywiście z wielkim podekscytowaniem czekałam na rozwój wydarzeń, mieliśmy bardzo dobre miejsca, było widać całą scenę i cieszyłam się z tak dobrych miejsc :) Około godziny 20.00 zaczął grać sapport- Nothing But Thieves- zagraniczny zespół o pięknym pojęciu muzycznym nigdy wcześniej nie znałam tego zespołu a tu proszę takie wspaniałe zaskoczenie :) Zapraszam serdecznie do przesłuchania choć jednej z piosenek tego zespołu (przesłałam wam filmik z ich piosenką).


Gdy skończyli swój występ, hucznie ogłosiliśmy swoje zadowolenie z ich pracy artystycznej a oni tak bardzo się zdziwili naszą reakcją, następnie każdy nerwowo wyczekiwał Gerarda Waya aż pojawi się na scenie aż w końcu...
Zabrzmiały pierwsze dźwięki jego głosu, wtedy odpłynęłam byłam w siódmym może nawet w dziewiątym niebie, było cudownie mówił, że jesteśmy wspaniali, że na pewno do nas powróci, pokazywał do nas serduszka, a jego głos był taki cudowny co tu więcej mówić cud, miód i orzeszki. Gerard Way KOCHAM CIĘ <3. Potem wychodząc po tak wspaniałym koncercie zauważyłam, że support rozdaje autografy i robi sobie zdjęcia z obecnymi, więc wślizgnęłam się do kolejki i udało mi się zrobić zdjęcie z wokalistą( zdjęcie będzie poniżej tylko wyszło dziwne bo mam zamknięte oczy haha przez lampę od aparatu.) Następnie spaliśmy u cioci i wujka Patrycji, kolejnego dnia zwiedziliśmy Warszawę i na wieczór byliśmy już w domu. Ten wyjazd był wspaniały <3 i do końca życia go nie zapomnę :).













Ps. Wszystkie filmiki są mojego autorstwa tak jak i zdjęcia, dziękuje za przeczytanie i proszę o komentarze <3 Kocham was <3


środa, 21 stycznia 2015

Kocham Was :)

Piosenka na dziś: My Chemical Romance- Cancer- ten utwór pokazał mi nowy rozdział w moim życiu, opowiada o walce z nowotworem a jak każdy wie to walka o przetrwanie :(, zachęcam do przesłuchania <3 Kocham was tak bardzo mocno <3 Dziękuje, za wszystko !


wtorek, 20 stycznia 2015

Piosenka dnia :)

Dzisiejsza piosenką dnia to:
Coma- Zero Osiem Wojna- ten utwór przypomina mi czym tak naprawdę jest rock, kocham tą piosenkę wiem, że niektórym z was może ona się nie spodobać, ale warto ją przesłuchać. Zapraszam!
Ps. Pozdrawiam was <3 Tak bardzo was kocham <3

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Niezapowiedziane, a może przemyślane?

Czasami są rzeczy, które zdają się nam nieprawdopodobne np. spotykamy człowieka na ulicy, który wydaje nam się być znajomy jednak rzeczywistość jest inna. Przechodzimy przez życie nie zapowiadając kim będziemy, jak potoczy się nasze istnienie, spotykamy ludzi, którzy ułatwiają nam otwarcie wrót naszego serca, a to za sprawą niebieskich, potajemnych sił- Bóg- może nie każdy w niego wierzy, ale czy wierzymy w to, że istnieje niebo? Wystarczy spojrzeć do góry a widzimy sklepienie przezroczystej bramy niebios, więc skoro jest niebo, to Bóg też musi być. Miłość jest jedna i najważniejsza, chociaż myślimy o niej w sposób górnolotny z czasem przekonujemy się, że wobec wszystkiego bicie dwóch, splecionych serc, potrafi zawirować naszym umysłem. Ostatnio na lekcji religii- ksiądz powiedział do nas przepiękne słowa:" Pokochajcie osobę z lustra". Czyż nie jest tak, że zazdrościmy, drugiej osobie piękniejszego stroju, wyglądu, sposobu bycia itd. Pomyślmy jeśli Pan stworzył nas na nieskazitelne odbicie własnego dobra- to znaczy, że jesteśmy cudowni, że kocha nas takim jakim zostaliśmy stworzeni. Każdy na swój sposób jest piękny i może sięgnąć promieni słońca tylko trzeba w to uwierzyć...
Następna część wkrótce...

Ps. Pozdrawiam wszystkim swoich czytelników <3
Piosenka na dziś to:
Lemon- Jutro: Kocham ten zespół, może to odskocznia od rockowej duszy, moim zdaniem Coma i Lemon to dwa najlepsze zespoły w Polsce. Zapraszam do przesłuchania piosenki, która pięknie opisuje nasze uczucia wobec życia i miłości <3
Z dedykacją dla Matiego <3 Który pokazał mi nową ścianę własnej duszy. 
Dziękuje, ci za to! <3

środa, 14 stycznia 2015

:)

Piosenka na dziś: Kocham was i pozdrawiam - kocham tą piosenkę za to, że jest realistycznym odzwierciedleniem życia i za piękny, dziwny tytuł <3

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Miła informacja :)

Chciałabym serdecznie zachęcić wszystkich do konkursów niżej zamieszczonych organizowanych przez PKPzin <3 A o to regulamin:
PKPzin:
Ogłaszamy nowy konkurs literacki. Aby wziąć w nim udział należy przesłać zestaw 5 wierszy i/lub jedną prozę (w przypadku wysłania kilku zestawów, każdy należy wysłać w osobnym mailu). Tematyka tekstów jest dowolna. Konkurs trwa od 10.12.2014 do 09.01.2015 roku. Prace należy przesłać na adres pkpzin@gmail.com z dopiskiem 'Konkurs Literacki' w formacie doc, docx, rtf, txt lub w treści maila. Jako, że jest to konkurs internetowy, godła nie są wymagane. Wybrane zestawy zostaną opublikowane na łamach PKPZin, a zwycięskie zostaną nagrodzone nagrodami ufundowanymi przez sponsorów, których loga można znaleźć na naszej stronie. Przewidujemy nagrodzenie trzech osób. Każdy może przesłać dowolną ilość zestawów. Laureatów poinformujemy o wynikach do 15.01.2015 roku. Zapraszamy. 

Sponsorzy: 

Konkurs fotograficzny PKPzin:
Ogłaszamy nowy konkurs artystyczny. Aby wziąć w nim udział należy przesłać zestaw 5 prac (fotografia, grafika, malarstwo). w przypadku wysłania kilku zestawów, każdy należy wysłać w osobnym mailu. Tematyka jest dowolna. Konkurs trwa od 10.12.2014 do 09.01.2015 roku. Prace należy przesłać na adres pkpzin@gmail.com z dopiskiem 'Konkurs Artystyczny' w formacie jpg. Jako, że jest to konkurs internetowy, godła nie są wymagane. Wybrane zestawy zostaną opublikowane na łamach PKPZin, a zwycięskie zostaną nagrodzone nagrodami ufundowanymi przez sponsorów, których loga można znaleźć na naszej stronie. Przewidujemy nagrodzenie trzech osób. Każdy może przesłać dowolną ilość zestawów. Laureatów poinformujemy o wynikach do 15.01.2015 roku. Zapraszamy. 
Sponsorzy:

Więcej informacji w podanych linkach:
http://pkpzin.pl/
http://pkpzin.pl/index.php?link=_dzial&mm=6&rr=2013&kat=fotografia
Zachęcam do brania udziału jest warto uwierzcie <3