niedziela, 15 marca 2015

Dziennik udręczonej :)

Witam wszystkich, dziś kolejna część "Dziennika udręczonej" mam nadzieje, że wam się spodoba. Pozdrawiam wszystkich i dziękuje za to, że jesteście <3 Kocham was <3

"Dziennik udręczonej"
Część II

We wrześniu 2013 roku, wstąpiłam do pierwszej klasy liceum. Od samego początku nie mogłam zawrzeć żadnej sensownej znajomości. Inni uważali mnie za "dziwadło", tak mieli racje, różniłam się od nich diametralnie, wszędzie chodziłam z blokiem rysunkowym i ołówkiem, w słuchawkach leciała
"ostra muzyka" a ja czułam się wolna. Nie przeszkadzało mi to jak chodzę ubrana - mogły być to podarte jeansy, lekko przybrudzona koszulka, dla mnie w tamtych sekundach życia liczyło się przebywanie  z melodią oraz malowanie własnych prawd. Jestem bardzo wrażliwą osobą i tylko jedna rzecz w tamtym momencie, wyprowadzała mnie z stanu szczęścia - niszczenie moich rysunków przez rówieśników. Szłam zawsze ulicą Rosaline, to była aleja sąsiadująca z szkołą, codziennie napotykałam się tam na chłopaków z równoległej klasy, do tej pory słyszę w głowie ich śmiechy, kiedy wyśmiewali moje prace:
- Ej Maggie i jak tam twoje anioły?
- Nie odezwiesz się?
- Maggie nie bądź taka! Pokaż nam te anioły, zobaczymy czy umieją latać!
Najczęściej po tych słowach, zabierali mi plecak, wyrzucali całą zawartość, rozrywając moje obrazki i mówiąc przy tym drwiącym głosem:
- Oj Maggie, Maggie - uskrzydliła byś w końcu te anioły, bo nie radzą sobie w życiu hahaha.
Codziennie malowałam anioły i codziennie je traciłam.
Na początku nie przejmowałam się aż tak bardzo wszystkimi drwinami, problemami w szkole, ale gdy odkryłam, że jestem całkiem sama i tak naprawdę nie mam nikogo przy sobie, zaczęłam się okaleczać i chociaż teraz uważam to za absurd, w przeszłości było to najlepsze rozwiązanie na udrękę. Kiedyś świat traktowałam jako bezcen, nie potrzebną " jednostkę człowieka", uważałam siebie za kogoś nie potrzebnego i tylko moje ukochane pasje trzymały mnie przy życiu...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz