"Dziennik udręczonej"
Część I
Siedziałam przy umywalce w łazience. Nieustający ból głowy i kapanie wody z kranu, nie dawało mi spokoju. Wciąż myślałam o wydarzeniach mijających tygodni, miałam dość swojego dotychczasowego życia- myśląc o tym, zdawałam sobie sprawę, że nie byłoby mi trudno ze sobą skończyć, przecież zawsze w lewej kieszeni, mojej ukochanej, skórzanej kurtki, nosiłam żyletkę i pudełko z lekami przeciwbólowymi. Kiedyś moja mama, przypadkowo natknęła się na rzeczy "łatwej zbrodni"- tak mówiłam na przedmioty z lewej kieszeni mojego okrycia. Oczywiście mama, jak zawsze stanowczym głosem przeprowadziła przesłuchanie. Tylko czemu zawsze ja musiałam być wypytywana, a nie na przykład mama? Tak naprawdę żyletka to jedna z ukochanych "przyjaciółek"- jest wierna, pomocna. Czego chcieć więcej, przecież to tylko przedmiot. Przejdźmy do następnego atrybutu- tabletki przeciwbólowe, od jedenastego roku życia, nie rozstaję się z nimi, można by powiedzieć, że to moja, "rodzona siostra". Mam częste migreny co sprowadza do silnych bóli głowy, jeździłam do wielu specjalistów, ale żaden z nich nie odkrył co tak naprawdę mi dolega. Aktualnie moje leczenie prowadzi doktor Eade, jest bardzo miła, chociaż jej krzaczaste brwi bardzo mnie rozbawiają i na każdej wizycie, muszę się powstrzymywać, aby nie parsknąć śmiechem. W ostatnim czasie pani Eade, zaczęła coś podejrzewać a ja sama nie mam pomysłu, jak temu zapobiec. Nie powiedziałam najważniejszego- po co stworzyłam ten dziennik? Chciałam przekazać sytuacje, którą przeżyłam rok temu. Ludzie mówią mi, że jestem silna, pokazuje "szczęśliwą twarz" Maggie, lecz nikt oprócz Shannona nie wiedział co tak naprawdę dzieje się w mojej głowie...

Ps. Proszę o komentarze lub e-maile jeszcze raz, kocham was <3 Małgosia
E-mail: malczaja99@wp.pl
Zastrzeżone prawa autorskie <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz