sobota, 21 marca 2015

Dziennik udręczonej - część trzecia :)

Witam, dziś kolejna cześć dziennika udręczonej, mam nadzieje, że ten dziennik aż tak bardzo was nie nudzi haha, bardzo was kocham i dziękuje za obecność <3

"Dziennik udręczonej"
Część III

Bałam się, że gdy umrę nie będę mogła rysować ani słuchać muzyki swojego życia. Moje istnienie uważałam za coś trudnego i nie do zniesienia, wszystko czego się chwytałam - rozpadało się na milion, drobnych kawałeczków. Zastanawiałam się z jakiej przyczyny miałam aż tak duży mętlik w głowie. Może to z powodu iż nie miałam ojca a mama wychowywała mnie sama już przez siedem lat. Mój tata zmarł jak miałam dziewięć lat - to był jeden z najgorszych dni w życiu mojej mamy a także upadek dzieciństwa, które do tamtego czasu było jak z bajki. Mama po śmierci taty kompletnie się załamała, nie miała siły żyć dalej, co raz częściej "zaglądała do kieliszka". Babcia widząc naszą trudną sytuacje, zabrała mnie do siebie, przez rok mieszkałam z dziadkami. Bardzo tęskniłam za mamą, codziennie myślałam o tacie, nie mogłam w żaden możliwy sposób pogodzić się z jego stratą, chodziłam jak obłąkana przez pierwsze kilka miesięcy i w tedy zaczęłam malować anioły, to pomagało mi zapomnieć o szarej rzeczywistości. Mama przeszła terapię, wyleczyła się z alkoholizmu i wzięła się w garść. Uczęszczała do grupy wsparcia, dla ludzi po ciężkich przejściach, właśnie tam poznała Marca, po jakimś czasie okazało się, że są razem, nigdy go nie zaakceptowałam, nie chciałam, aby zastępował mi ojca, przypominał mi człowieka z mroczną przeszłością - dziwne spojrzenia, wiele tatuaży. Nie wydawał mi się odpowiednim kandydatem na partnera dla mojej mamy, dlatego w podświadomości uważałam, że mama wychowywała mnie sama. Marc był "śliskim facetem", udawał tylko mojego opiekuna a tak naprawdę nie interesował się moim losem. Często starałam się rozmawiać z mamą na jego temat, jednak ona nie dawała sobie wytłumaczyć, kim tak naprawdę może być jej partner. Zawsze każda rozmowa o nim kończyła się kłótnią a gdy słyszał te spięcia Marc, strasznym krzykiem wysyłał mnie do swojego pokoju, powtarzając te same słowa:" Smarkulo, co ty o mnie wiesz, nigdy nie osiągniesz niczego konkretnego w życiu, jesteś nie potrzebna!". Te słowa były prostym ciosem w głąb serca, jednak najgorsze co mnie bolało, to obojętność matki. Nigdy nie protestowała, zawsze traktowała Marca jak człowieka, którego każdy powinien podziwiać, może po prostu bała się samotności. Miałam dość życia, dość Marca i rzygałam każdą nową myślą w mojej głowie...


Ps, Proszę o opinię to dla mnie bardzo ważne.., <3 Małgosia

niedziela, 15 marca 2015

Dziennik udręczonej :)

Witam wszystkich, dziś kolejna część "Dziennika udręczonej" mam nadzieje, że wam się spodoba. Pozdrawiam wszystkich i dziękuje za to, że jesteście <3 Kocham was <3

"Dziennik udręczonej"
Część II

We wrześniu 2013 roku, wstąpiłam do pierwszej klasy liceum. Od samego początku nie mogłam zawrzeć żadnej sensownej znajomości. Inni uważali mnie za "dziwadło", tak mieli racje, różniłam się od nich diametralnie, wszędzie chodziłam z blokiem rysunkowym i ołówkiem, w słuchawkach leciała
"ostra muzyka" a ja czułam się wolna. Nie przeszkadzało mi to jak chodzę ubrana - mogły być to podarte jeansy, lekko przybrudzona koszulka, dla mnie w tamtych sekundach życia liczyło się przebywanie  z melodią oraz malowanie własnych prawd. Jestem bardzo wrażliwą osobą i tylko jedna rzecz w tamtym momencie, wyprowadzała mnie z stanu szczęścia - niszczenie moich rysunków przez rówieśników. Szłam zawsze ulicą Rosaline, to była aleja sąsiadująca z szkołą, codziennie napotykałam się tam na chłopaków z równoległej klasy, do tej pory słyszę w głowie ich śmiechy, kiedy wyśmiewali moje prace:
- Ej Maggie i jak tam twoje anioły?
- Nie odezwiesz się?
- Maggie nie bądź taka! Pokaż nam te anioły, zobaczymy czy umieją latać!
Najczęściej po tych słowach, zabierali mi plecak, wyrzucali całą zawartość, rozrywając moje obrazki i mówiąc przy tym drwiącym głosem:
- Oj Maggie, Maggie - uskrzydliła byś w końcu te anioły, bo nie radzą sobie w życiu hahaha.
Codziennie malowałam anioły i codziennie je traciłam.
Na początku nie przejmowałam się aż tak bardzo wszystkimi drwinami, problemami w szkole, ale gdy odkryłam, że jestem całkiem sama i tak naprawdę nie mam nikogo przy sobie, zaczęłam się okaleczać i chociaż teraz uważam to za absurd, w przeszłości było to najlepsze rozwiązanie na udrękę. Kiedyś świat traktowałam jako bezcen, nie potrzebną " jednostkę człowieka", uważałam siebie za kogoś nie potrzebnego i tylko moje ukochane pasje trzymały mnie przy życiu...


niedziela, 8 marca 2015

Coś nowego, może świeżego?...

Cześć wszystkim, dziś coś nowego - będzie to mianowicie cykl postów pt:. "Dziennik udręczonej", pisany "moją ręką". stworzyłam go specjalnie na potrzeby bloga i mam nadzieje, że wam się spodoba, bardzo proszę o komentarze, lub maile, które są mobilizacją dla mnie do tworzenia naszego bloga, kocham was i proszę nawet o słowo krytyki, jeśli będziecie uważali, że na to zasługuje <3

"Dziennik udręczonej"
Część I
Siedziałam przy umywalce w łazience. Nieustający ból głowy i kapanie wody z kranu, nie dawało mi spokoju. Wciąż myślałam o wydarzeniach mijających tygodni, miałam dość swojego dotychczasowego życia- myśląc o tym, zdawałam sobie sprawę, że nie byłoby mi trudno ze sobą skończyć, przecież zawsze w lewej kieszeni, mojej ukochanej, skórzanej kurtki, nosiłam żyletkę i pudełko z lekami przeciwbólowymi. Kiedyś moja mama, przypadkowo natknęła się na rzeczy "łatwej zbrodni"- tak mówiłam na przedmioty z lewej kieszeni mojego okrycia. Oczywiście mama, jak zawsze stanowczym głosem przeprowadziła przesłuchanie. Tylko czemu zawsze ja musiałam być wypytywana, a nie na przykład mama? Tak naprawdę żyletka to jedna z ukochanych "przyjaciółek"- jest wierna, pomocna. Czego chcieć więcej, przecież to tylko przedmiot. Przejdźmy do następnego atrybutu- tabletki przeciwbólowe, od jedenastego roku życia, nie rozstaję się z nimi, można by powiedzieć, że to moja, "rodzona siostra". Mam częste migreny co sprowadza do silnych bóli głowy, jeździłam do wielu specjalistów, ale żaden z nich nie odkrył co tak naprawdę mi dolega. Aktualnie moje leczenie prowadzi doktor Eade, jest bardzo miła, chociaż jej krzaczaste brwi bardzo mnie rozbawiają i na każdej wizycie, muszę się powstrzymywać, aby nie parsknąć śmiechem. W ostatnim czasie pani Eade, zaczęła coś podejrzewać a ja sama nie mam pomysłu, jak temu zapobiec. Nie powiedziałam najważniejszego- po co stworzyłam ten dziennik? Chciałam przekazać sytuacje, którą przeżyłam rok temu. Ludzie mówią mi, że jestem silna, pokazuje "szczęśliwą twarz" Maggie, lecz nikt oprócz Shannona nie wiedział co tak naprawdę dzieje się w mojej głowie...


Ps. Proszę o komentarze lub e-maile jeszcze raz, kocham was <3 Małgosia
E-mail: malczaja99@wp.pl
Zastrzeżone prawa autorskie <3 

niedziela, 1 marca 2015

Poszukuje-odpowiadam :)

Wierność jest rozwagą ludzkiej natury, uczestnicząc w życiu doczesnym z sekundy na sekundę brakuje nam szczęścia, ulatuje ono w porównywaniu z poranną mgłą. Emma Lińska w swoim wierszu napisała kiedyś tak: "Ziemia to taka duża firanka tylko, że nie biała..." Uważamy się za katolików a czyż nie jest tak, że Bóg gości w naszym sercu tylko w niedziele- uważamy się za silnych, choć w rzeczywistości jesteśmy kruchymi istotami, którzy bez wsparcia najbliższych i wszechmogącego nie dajemy sobie rady z najprostszymi problemami a także obowiązkami. Może to co wam mówię, wyda wam się błahe i niezależne, ale wiem, że w chwilach, w których potrzebowałam czyjegoś wsparcia a nie było nikogo obok mnie, był w sercu Jezus, on zawsze jest tylko my go wypychamy, zostawiamy na później jak misia do którego możemy się przytulić. Proszę was zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy nad prawdziwym sensem istnienia <3 Dziękuje wam, za to, że jesteście ze mną, za tydzień będzie nowy cykl postów do którego zapraszam serdecznie, będzie to coś nowego, przekonacie się sami, mam nadzieje, że wam się spodoba. Kocham was i życzę udanego tygodnia <3 Małgosia



Ps. Przepraszam za krótkość postu <3