Wczoraj wróciłam z Bieszczad, kolonia z szkoły, może przypuszczacie: ale musiało być fajnie na pewno nie chciała wrócić do domu. Oj jednak to nieprawda moim zdaniem najgorsze wakacje mojego życia, chociaż w każdej sytuacji znalazłam coś dobrego. Opowiem wam po kolej jak było na pewno zagości na waszej twarzy uśmiech więc zaczynam:
Byliśmy na 5 dni( dla mnie jak dwa tygodnie, tak wolno leciał czas).
1 dzień: Wyjechaliśmy o 9.30 już przy wyjeździe było coś nie tak: gorąco, trzy walizki jedna na kółkach dwie podręczne szłam sobie tak z nimi sądzę, że wyglądałam jak sierota. Po 4 godzinach drogi dojechaliśmy. Budynek koło szkoły, pomyślałam sobie" No to fajnie, dziesięć miesięcy się mordowałam w szkole po to by pojechać na 5 dni i oglądać codziennie obok szkołę" Budynek wyglądał jak blog, weszliśmy do środka stare meble, pobrudzone ściany, kurz na schodach, pomyślałam" Zapowiada się świetnię". Nauczycieli poszli załatwić pokoje, zeszło im może 30 minut, a ja tak sobie stałam i wpatrywałam się w brudny sufit. Po około 40 minutach weszłyśmy razem z koleżankami do swojego pokoju było nas 4, otwieram drzwi kluczykiem i co widzę: Cztery stare łóżka, szafę jak u mojej babci, stół z krzesłami, które przypominały mi sale językową w mojej szkole, przyglądam się korytarzowi: trzy szafy na cztery osoby bo jakby inaczej oszczędność, nad szafami półki do których jakbyś coś chciał włożyć to musiał byś się wdrapywać po krzesełku, no może Marcin Gortat poradził by sobie bez krzesełka ( śmiech). Stoję sobie przed drzwiami łazienki myślę " Chyba nic gorszego mnie nie spotka myliłam się". Otwieram białe drzwi przybite na środku deską, widzę umywalkę, stary kibel, brudną kabinę prysznicową co lepsze wieszaki przyczepione taśmą klejącą, to dopiero początek koleżanki weszły do środka, a ja zauważam korek włosów w prysznicu, oczywiście niema kto tego przetkać wiec ja skromna Echelonka przetkałam korek w prysznicu patyczkiem do uszów hahaha. Poszliśmy na kolacje stał na stole bigos, nałożyłam sobie na talerz, jedna wielka kwaśnica, jakby ktoś przez pomyłkę wsypał 3 tony kwasku cytrynowego niż kucharku. Nie dało się zjeść wiec poszłam po parówki pierwszy raz widziałam, że były one w serze, wzięłam dla wszystkich obok żeby moje koleżanki nie musiały wstawać, idę przez całą stołówkę z 6 parówkami, ich też nie dało się zjeść, wiec odeszłyśmy od stołu głodne, każdy myślał, że sama zjadłam te parówki i dlatego dali mi przezwisko parówka no fajnie jeszcze tego brakowało....
Ciąg dalszy jutro kocham was a dedykacja jak zawsze rytualna dla Gerarda tak bardzo cię kocham a tęskniłam za tobą jak kot za żwirkiem hahaha.
Żeby moje wakacje tak wyglądały jak na tym obrazku. Aaa ile bym dała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz