sobota, 12 lipca 2014

Oj Bieszczady nieszczęsne Bieszczady :)

Dziś ciąg dalszy moich opowieści na temat pobytu w Bieszczadach:) Zapraszam!
Jak już mówiłam zjeść się nie dało obiadów, kolacji czasami też, chociaż tyle, że to co kupili było jadalne, ale i tak jakoś nie syte. Przez 5 dni żywiłam się rogalikami i bułkami z sklepu aż gdy przyjechałam rzygać mi się chciało, od tego suchego pokarmu. Wycieczki były jak dla mnie nudne ale cóż do przeżycia, najgorsze było chodzenie po górach, gdy moje buty wyglądały jak bym się tarzała w gównie, było tyle błota. W nocy też nie miałam zbytniego relaksu, " koleżanki" stukały całymi nocami w ściany, po drugie nawzajem sobie dogryzaliśmy przez te 5 dni. Po kolonii zdałam sobie sprawę, że wszędzie dobrze lecz najlepiej w domu, dobry obiad, miła atmosfera itd. Wszystkie produkty w ośrodku były z firmy Aro, najtańsze i najskromniejsze jakościowo np. batoniki, picie, szufelka z zmiotką, papier toaletowy itp. Do tego zabawa przez okno parówki kontra cioty, no oczywiście my wygraliśmy, ale nauczycielka nas przyłapała bo jakby inaczej. Wszystko było na wspak moim oczekiwaniom, ale cóż jakoś musiałam przeżyć ten " Czarnobyl". Nie ma to jak pobyt wakacyjny w Iwoniczu Zdrój polecam!!! Dedykacja dla Gerarda i Frania wiem, że teraz opalacie się na lazurowych wybrzeżach Bułgarii, ale pamiętajcie, że bardzo tęsknię i kocham <3333 Małgosia.
PS. Oj Bułgaria wyspy, piękna opalenizna też bym chciała, ale cóż. Bieszczady to moje najgorsze wakacje w życiu!! 

wtorek, 8 lipca 2014

Przepraszam i opowiadam :)

Długo mnie nie było to prawda, może mi wybaczycie? Dużo problemów, mało czasu, może dlatego tak się stało. Lecz wracam z podniesionym czołem i mam zamiar zostać na tej stronie na dobre. Już dość czasu mnie nie było, wystarczyło mi to aby się ogarnąć i wrócić do prowadzenia bloga. Kocham was wszystkich i bardzo mocno z całego serca przepraszam.
Wczoraj wróciłam z Bieszczad, kolonia z szkoły, może przypuszczacie: ale musiało być fajnie na pewno nie chciała wrócić do domu. Oj jednak to nieprawda moim zdaniem najgorsze wakacje mojego życia, chociaż w każdej sytuacji znalazłam coś dobrego. Opowiem wam po kolej jak było na pewno zagości na waszej twarzy uśmiech więc zaczynam:
Byliśmy na 5 dni( dla mnie jak dwa tygodnie, tak wolno leciał czas).
1 dzień: Wyjechaliśmy o 9.30 już przy wyjeździe było coś nie tak: gorąco, trzy walizki jedna na kółkach dwie podręczne szłam sobie tak z nimi sądzę, że wyglądałam jak sierota. Po 4 godzinach drogi dojechaliśmy. Budynek koło szkoły, pomyślałam sobie" No to fajnie, dziesięć miesięcy się mordowałam w szkole po to by pojechać na 5 dni i oglądać codziennie obok szkołę" Budynek wyglądał jak blog, weszliśmy do środka stare meble, pobrudzone ściany, kurz na schodach, pomyślałam" Zapowiada się świetnię". Nauczycieli poszli załatwić pokoje, zeszło im może 30 minut, a ja tak sobie stałam i wpatrywałam się w brudny sufit. Po około 40 minutach weszłyśmy razem z koleżankami do swojego pokoju było nas 4, otwieram drzwi kluczykiem i co widzę: Cztery stare łóżka, szafę jak u mojej babci, stół z krzesłami, które przypominały mi sale językową w mojej szkole, przyglądam się korytarzowi: trzy szafy na cztery osoby bo jakby inaczej oszczędność, nad szafami półki do których jakbyś coś chciał włożyć to musiał byś się wdrapywać po krzesełku, no może Marcin Gortat poradził by sobie bez krzesełka ( śmiech). Stoję sobie przed drzwiami łazienki myślę " Chyba nic gorszego mnie nie spotka myliłam się". Otwieram białe drzwi przybite na środku deską, widzę umywalkę, stary kibel, brudną kabinę prysznicową co lepsze wieszaki przyczepione taśmą klejącą, to dopiero początek koleżanki weszły do środka, a ja zauważam korek włosów w prysznicu, oczywiście niema kto tego przetkać wiec ja skromna Echelonka przetkałam korek w prysznicu patyczkiem do uszów hahaha. Poszliśmy na kolacje stał na stole bigos, nałożyłam sobie na talerz, jedna wielka kwaśnica, jakby ktoś przez pomyłkę wsypał 3 tony kwasku cytrynowego niż kucharku. Nie dało się zjeść wiec poszłam po parówki pierwszy raz widziałam, że były one w serze, wzięłam dla wszystkich obok żeby moje koleżanki nie musiały wstawać, idę przez całą stołówkę z 6 parówkami, ich też nie dało się zjeść, wiec odeszłyśmy od stołu głodne, każdy myślał, że sama zjadłam te parówki i dlatego dali mi przezwisko parówka no fajnie jeszcze tego brakowało....
Ciąg dalszy jutro kocham was a dedykacja jak zawsze rytualna dla Gerarda tak bardzo cię kocham a tęskniłam za tobą jak kot za żwirkiem hahaha.
Żeby moje wakacje tak wyglądały jak na tym obrazku. Aaa ile bym dała.