piątek, 8 maja 2015

Dziennik udręczonej :)

Cześć!
Przepraszam was kochani, za to, że nie spełniłam mojej ostatniej obietnicy, miałam dodać już czwartą część "Dziennika udręczonej", jednak ostatnio naprawdę z niczym się nie wyrabiam. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieje, że mi wybaczycie. Dodaje kolejną część teraz, jeśli wam się spodoba lub wam nie przypadnie do gustu, to po prostu piszcie w komentarzach, bardzo was proszę, komentarze są motywujące, możecie także zadawać mi pytania na które na pewno odpowiem odnośnie wszystkiego.
Zapraszam do miłej lektury!
" Dziennik udręczonej"
Część IV

Wszystko stawało się takie trudne, bez kolorów na przyszłe dni. Nie miałam siły z tym wszystkim walczyć, więc po prostu zamykałam się w swoim pokoju i malowałam. Nawet moje obrazy wydawały się posępne, jakby chciały uciec z płótna i powiedzieć mi, że mają dość mojej ponurej twarzy, ukrytego smutku w oczach. Wiedziałam w tamtym momencie, że powinnam wziąć się w garść, ale tak naprawdę po co? Nie miałam nikogo z kim mogłabym tak szczerze porozmawiać, nikogo nie obchodziło co tak naprawdę czuje. Mama starała się ze mną nie rozmawiać, co stawało się bolesne a Marca sama wolałam unikać. Bałam się go, patrzył na mnie jak na kolejną zdobycz, jakby planował mnie skrzywdzić, tylko nie miał dotychczas planu,  jak powinien to wykonać i kiedy zaatakować. Czułam się jak ptak w klatce, nie mogący się rozwijać. W szkole nie było wcale lepiej, chociaż wolałam widzieć twarze, które bez sztucznych uprzejmości, wyrażały nie chęć do mnie. Nie którzy powiedzieliby, że jeśli moje życie nie ma tak naprawdę sensu, to powinnam popełnić samobójstwo, ale chciałam żyć, jakaś część mnie nie pozwalała mi odejść, przegrać bitwy: " Ja i reszta świata". Martwiłam się tym, że tam po drugiej stronie rzeczywistości, nie byłoby wcale lepiej, a może nawet gorzej? Najważniejsze dla mnie w tamtych chwilach było, stoczenie walki o każdy kolejny, przyzwoity dzień życia. Nie mogłam się poddać, chciałam za wszelką cenę żyć, pokazywać światu, że po prostu można dotknąć gwiazd i marzeń, które powinny nas utrzymywać w mądrości naszych serc. Za dwa tygodnie moje urodziny, chciałabym spędzić je z mamą i tatą, jak to było za dawnych czasów: Mama zawsze urządzała przyjęcie niespodziankę, mogłam z uśmiechem na twarzy, wypowiadać prośby odnośnie marzeń, przy zdmuchiwanych świeczkach. Tata upamiętniał to wydarzenie, wręczając mi drobny upominek i nagrywając całą uroczystość na pamiątkę. Czasami zastanawiałam się, czy przewidział swoją śmierć i może z tego powodu, chciał zostawić po sobie jakiekolwiek wspomnienia? Mając naprawdę złe dni, siadałam przed laptopem, włączałam nagranie i wspominałam lata, w których moja egzystencja miała nie przeciętny sens także dla innych....


Ps, Z dedykacją dla wiernych czytelników, kocham was <3 Małgosia.